| UWAGA! bardzo uroczy uśmiech. |
Numer/number: 4#
Autor/autor: Hyun Ae
Tytuł pierwotny/primary title: "Childhood"
Tytuł alternatywny/alternative title: "Dzieciństwo"
Z kim?/with who?: Woozi 우지 & you 너
Typ/type: fluff, fanficktion.
A/N: Łołoło. Co to się porobiło, hm? Ten zespół mnie oczarował i od razu przyszła mi wena. Chciałabym też Was zachęcić do złożenia zamówienia. Przyjmę maksymalnie 2! Miłego czytania~
____ - tu wstaw swoje imię.
Tego dnia strasznie padało. Siedziałam razem z Yooną, przyglądając się jak sprawują się dzieci. Niektóre rysowały, skakały, ale większość spała, bo pogoda była faktycznie przygnębiająca.
-Yoona Unni - ziewnęłam. - Czy mogę iść spać razem z nimi?
-Ty sobie chyba żartujesz. Jak dyrektorka nas zauważy to wylecimy stąd hukiem - jęknęła, opierając głowę o kasztanowy blat.
-Ile jeszcze? - zapytałam ospale. - Wczoraj nie zmrużyłam oka. Muszę się wyspać.
-Poczekaj - rozkazała. Spojrzała na srebrny zegarek, który zdobił jej nadgarstek. - Dokładnie godzina, a rodzice zaczną się schodzić.
-Jakoś wytrzymamy - wstałam i przez następne trzydzieści minut, bawiłam się z dziewczynkami. Yoona została sama na swoim miejscu, dalej bacznie obserwując grupkę chłopców.
Nagle usłyszałyśmy cichy dzwonek, który informował nas o tym, że ktoś przybył. Pośpiesznie ruszyłam się by je otworzyć. Za metalowymi drzwiami stał mężczyzna w dżinsowej kurtce. Kaptur miał na głowie. Był blady, a jego twarz zdobił długo niegolony zarost. Przez moment stał wpatrując się w swoje brudne adidasy, potem swoje oczy zwrócił na mnie.
-Czy mogę w czymś pomóc? - zapytałam cicho, odwracając wzrok od dziwnego mężczyzny.
-Mogę wejść? Strasznie pada na zewnątrz - powiedział niskim głosem. Przeszły mnie ciarki.
-Proszę wejść - odsunęłam się troszeczkę, by gość mógł swobodnie wejść do środka budynku. Zamknęłam drzwi i szybko poszłam za nim. On zatrzymał się na środku pokoju i rozejrzał się wokoło.
-Przepraszam bardzo - powiedział zażenowany. - Wszedłem i nie raczyłem nawet zdjąć butów, przez co teraz Panie będą mieć więcej pracy...
-Nic się nie stało - zapewniłam go.
-I tak musimy tutaj codziennie sprzątać po naszych pociechach - powiedziała Yoona.
-A więc co Pana tu sprowadza? Zdaje się, że jest Pan tutaj pierwszy raz - zapytałam ciekawa odpowiedzi.
-Lee...Park Juhan. Bardzo mi miło. Jestem wujkiem Lee Chana - ukłonił się. - Chciałbym go dzisiaj odebrać z przedszkola.
-A ma Pan pozwolenie prawnych opiekunów dziecka? - zapytała poważnym głosem moja współpracownica.
Juhan zaczął grzebać w kieszeni swojej kurtki, aż wreszcie po paru sekundach wyciągnął i podał kartkę ze zgodą, która była nam w takich przypadkach potrzebna.
Channie jest raczej cichym i spokojnym dzieckiem. Dopiero od niedawna uczęszcza do naszej placówki. Nigdy nie zauważyłam by miał problemy dogadać się z rówieśnikami. Zazwyczaj spał i teraz też tak było.
-Dobrze - kiwnęłam głową, gdy przeczytałam zgodę z podpisem matki dziecka. - Pójdę go tylko obudzić.
-Poczekam - uśmiechnął się uradowany.
Cicho przebrnęłam obok innych pogrążonych w śnie dzieci.
-Channie - szepnęłam, lekko szturchając maluszka. - Wstawaj, Twój wujek przyszedł po Ciebie.
Chłopiec przez moment nie kontaktował ze światem, ale po chwili wstał i razem ze mną pokierował się do drzwi wyjściowych. Chan nadal wydawał się bardzo ospały, nie zwrócił nawet uwagi na to kto przyszedł. Zdziwiło mnie to, że mężczyzna znany już nam jako jego 'wujek', nawet się z nim nie przywitał. Nic. Tylko złapał go za rękę i pociągnął na zewnątrz.
-Ostatnio ludzie robią się coraz dziwniejsi - powiedziałam do Yoony, która siedziała teraz na małym zielonym dywanie.
-Owszem - westchnęła. - Ale dzięki temu, teraz mamy już mniej dzieciaczków na głowie.
Z każdą kolejną chwilą pojawiały się zmartwione mamy, by odebrać swoje małe pociechy. No i wreszcie stało się. Żadnego dziecka, cisza i spokój. Nie macie pojęcia jakie to miłe dla ucha.
-Chyba możemy się już zbierać do wyjścia, prawda? - zapytała dziewczyna. Pokiwałam twierdząco głową.
-Ta... - nagle cisze przerwał...dzwonek? Kto to może być? - Poczekaj, pójdę otworzyć.
Delikatnie uchyliłam drzwi. Za nimi stał chłopak z różową czupryną. Był niski w porównaniem do mnie, która miała 172 cm wzrostu. Chłopak patrząc na mnie mógł się tylko zadowolić widokiem mojej szyi. Gdy obejrzałam jego twarz, stwierdziłam, że jest za słodki by być starszy niż czternastolatek.
-W czym Ci pomóc, mały? Szukasz kogoś? - zapytałam trochę zdezorientowana, ale też lekko rozbawiona. - Podstawówka jest tam - wskazałam leniwie ręką na budynek obok.
-Eh - szepnął ledwo słyszalnie.
-Coś się dzieje? - zawołała Yoona.
-Nie nic, chyba jakiś dzieciak się zgubił - odkrzyknęłam w głąb pomieszczenia.
-Przepraszam, ale - zaczął. - ja nie jestem nastolatkiem - odchrząknął.
-To znaczy?
-W tym roku skończę dwadzieścia lat - spojrzał się na mnie swoimi ciemnymi oczami z małym, chyba wymuszonym, uśmiechem.
-Ty żartujesz! - wybuchnęłam.
-Nie - powiedział podając mi dokument potwierdzający swoją tożsamość. - Teraz widać? - rozszerzyłam oczy.
-Lee Jihoon urodzony 22 października 1996 roku - przeczytałam cicho. - Przepraszam najmocniej - oddałam dowód oraz ukłoniłam się zażenowana i zła na samą siebie.
-Nic się nie stało - schował dokument do kieszeni i posłał mi mały uśmiech.
-Po prostu wyglądasz tak słodko i...dokładnie jak dziecko - zarumieniłam się.
-Okey.
-Jaki jest powód Twojej wizyty w naszych skromnych progach? - zapytałam trochę nieśmiało. Chłopak przeczesał swoje włosy i co jakiś czas spoglądał do środka budynku.
-Przyszedłem odebrać swojego brata. Spóźniłem się wiem i...
-To znaczy kogo, bo tutaj już nikogo nie ma - przerwałam mu. - Czekaj, mówisz o Lee Chanie?
-O właśnie! To mój brat. Gdzie jest? - oparł się o drzwi.
-Wujek już go odebrał - powiedziałam rozbawiona. - Nie wiedziałeś?
Chłopak chwilę się zastanawiał, ale po chwili ruszył biegiem przed siebie.
Nie wiedziałam co robić. Szybko weszłam do środka po kurtkę, by móc wyjść na zewnątrz i nie zmoknąć.
-Yoona, pozamykaj wszystko. Ja muszę iść!
Moja koleżanka coś krzyczała, ale już jej nie słuchałam. Natychmiast postanowiłam znaleźć tego chłopaka i dowiedzieć się czy coś się stało.
-Chan! Gdzie jesteś?! - usłyszałam krzyki. Pośpiesznie ruszyłam w kierunku głosu.
-Jihoon, hej. Coś się stało? - zapytałam zatroskana, gdy go znalazłam. Dwudziestolatek powoli osuwał się na ziemię. Ukucnął i schował twarz w dłoniach. Podeszłam. Chciałam go jakoś pocieszyć, ale w ostatniej chwili cofnęłam dłoń. Przecież ja go nie znam.
Lee wstał i poprawił swoją kurtkę.
-Ten mężczyzna - zaczął. - To mój, znaczy nasz ojciec.
-Dlaczego przedstawił się nam jako wujek Chana?
-Dlatego, że jest naszym ojcem...dlatego - przerwał. - To znaczy...
-Spokojnie - uspokoiłam go. Wydawał się teraz taki zagubiony. Było mi go żal. - Zacznij od początku.
Gdy chłopak wziął się w garść, zaczął opowiadać mi swoją smutną historię. W dzieciństwie ich ojciec znęcał się nad nimi. Przez wiele lat nic z tym nie mogli zrobić. Mama nie dawała sobie z tym rady i w ostatnich sekundach Jihoon zdołał ją powstrzymać przed popełnieniem samobójstwa. Pani Lee Sooyoung postanowiła żyć i sprawić by ich dzieci były z dala od tego bydlaka. Przez wiele miesięcy chodzili od sądu do sądu, aż wreszcie ich sprawa została pomyślnie rozpatrzona. Lee Juhan dostał zakaz zbliżania się. Wiele razy próbował wrócić do żony, lecz ona zawsze potrafiła postraszyć go policją.
-Tym razem mu się udało...kto wie co teraz robi mojemu bratu - jęknął przeciągle swoim smutnym i pełnym żalu głosem.
-Czyli to wszystko moja wina.
-Co?!
-Ja przecież w to uwierzyłam i dałam mu go zabrać ze sobą. Wydawał mi się zbyt podejrzany, ale puściłam to w niepamięć - w moich oczach zbierały się łzy.
-Nie, to nie twoja wina... - zamyślił się. - Jak masz na imię?
-_____ - otarłam pojedynczą łzę, która popłynęła po moim zaróżowionym policzku.
-Możesz mówić do mnie Woozi - uśmiechnął się radośnie. - Już okey? - poklepał mnie po ramieniu.
-Tak. Znaczy...to chyba ja powinnam Ciebie o to zapytać, prawda? - nagle usłyszeliśmy dziecięcy krzyk. Wyprowadziło nas to z równowagi. Woozi złapał mnie za rękę i popędziliśmy za odgłosami, które z każdym krokiem robiły się głośniejsze i donośniejsze.
Przystanęliśmy, gdy wydawało się, że Chan może być blisko. Starałam się uspokoić oddech po kilkuminutowym biegu.
-Chan! Channie! - zaczęliśmy wołać. Cisza, bez żadnego odzewu.
-Znajdziemy go - zaśmiał się cicho, ale jego uśmiech tak szybko jak się pojawił, równie szybko zgasł.
-T-tutaj - usłyszeliśmy ciche wołanie.
Dotarliśmy do ciemnej uliczki, a za koszem na śmieci znaleźliśmy brata Jihoona. Był bez kurtki, cały roztrzęsiony i przemoczony. Całkiem wystraszony powiedział nam tylko, że uciekł i schował się tutaj.
-Bałem się, Hyung - przytulił starszego brata.
-Już dobrze, jestem tutaj - odwzajemnił uścisk i cudownie się uśmiechnął.
Następnego dnia, po całym tym wydarzeniu, Woozi ponownie zagościł u nas w przedszkolu. Teraz był cały rozpromieniony i tryskał szczęściem. Ubrany w białą bluzkę z myszką Micky odebrał swojego braciszka. Jego jasnoróżowa grzywka opadała na doskonałe czoło.
-Hej - powiedział witając się.
-O cześć Woozi...to znaczy Jihoon - wlepiłam wzrok w podłogę. Zaśmiał się.
-Możesz do mnie tak mówić - puścił oczko. - Tak właściwie to... może...
-Hm? - zapytałam zdziwiona.
-Tofu! - wypalił Chan. Podśmiewałam się cicho.
-Mówi na Ciebie Tofu? - pogłaskałam dziecko. - Pozwolił Ci, Channie?
-Tak, to jest 100% Tofu.
-Haha, bardzo śmieszne - udawał obrażonego. Spojrzałam na niego nadal cicho się śmiejąc. On też się patrzył.
-O czymś mówiłeś, więc dokończ - powiedziałam czując jak się rumienię.
-Chciałbym się z Tobą umówić - wyszczerzył się.
-Ale ja nie wiem czy...
-____, umów się. Co Ci szkodzi? - powiedziała Yoona na cały głos.
-No właśnie - nalegał Chan. - Mój brat Cię nie porwie...raczej, bo ostatnio ja zostałem...
-Cicho, młody - złapał go i posadził na swoich barkach przez co wyglądali bardzo słodko.
-No dobrze, ale to spotkanie będzie czysto przyjacielskie, okey?
-Okey. My już idziemy. Zadzwonię do Ciebie później - pomachali i wyszli z budynku.
Odwróciłam się do Yoony.
-Jedna rzecz mnie teraz zastanawia.
-To znaczy? - zapytała.
-Skąd on do cholery ma mój numer telefonu? - zastanowiłam się.
-Wiem... - spojrzałam porozumiewawczo w stronę koleżanki.
-To wszystko sprawka Chana - zaśmiałam się. Szczerzę mówiąc, to niecierpliwie oczekuję tego spotkania.
Ejka, to jak zbierasz zamówienia to ja chcę z Vernonem. XD
OdpowiedzUsuńA ja poproszę z Baekhyunem, lub Chanyeolem♡ (nie mogę się zdecydować) poza tym, rozdział był mega (zresztà jak zwykle).
OdpowiedzUsuńI omal zawału nie dostałam gdy porwali mu brata ;'-;
Głupi łojciec xD
Weny kochana ^^
Świetne opowiadanie! Ja poproszę Jacksona z Got7 z dużą dawką romantyzmu! ;** / Anion
OdpowiedzUsuńŚwietne opowiadanie! Ja poproszę Jacksona z Got7 z dużą dawką romantyzmu! ;** / Anion
OdpowiedzUsuńAle supi dupi ;w;
OdpowiedzUsuńFajny wątek, ale za szybko dzieje się wszystko ;P
Już myślałam, że ten zarost to będzie ten gościu, co z nim scenariusz napisałaś, i że się magicznie odmieni by z nią być, ale no... XDDDDDDD
ZAPRASZAM DO SIEBIE ZGREDZIE NA SUPI DUPI BANGLO XDD
Naprawdę to fajnie napisałaś ! *=*
OdpowiedzUsuńJak przeczytałam "Był blady, a jego twarz zdobił długo niegolony zarost." to zrozumiałam, że to Woozie aka starszy x'DD A tu się myliłam ;;
Warto było poczytać ^=^
To ja poproszę scenariusz z SeungCheol'em (7TEEN) ^-^ ♥
Nominowałam Cię do Liebster Awards
OdpowiedzUsuńhttp://imawolfandyouarebeauty.blogspot.com/p/nominacja-do-liebster-award-jest.html